niedziela, 10 czerwca 2012

sei tipi dei Milanesi

Mediolan.
Płynny przepływ miejskiej krwi przez żyły kolei i metra.
Tłum ludzi na placu, gołębi w powietrzu i
kamiennych posągów wyginających się na murze katedry w krzyku poirytowania
 kolejnym błyskiem flesza uderzającym prosto w oczy.
Czarnoskórzy sprzedawcy łapiący za ręce i siłą zakładający rzemyki
" za darmo, za darmo! "
yghhrr...
lepiej sobie tego nie wyobrażać.


No ale przecież.
Początkowe narzekanie tylko po to, żeby dodać smaczku.
Mediolan nieopisanie przypadł mi do gustu dając to, co każdy obserwator lubi najbardziej.
W czasie zaledwie kilkugodzinnego pobytu na kamiennych brukach tego miasta wyznaczyłam swoje prywatne sześć typów ludzi, których można tam spotkać. 


Po pierwsze, Mediolańczyk z krwi i kości.
Wśród tłumu wyróżnia się brakiem aparatu, potu na czole
i jeansów. Oczywiście nie mam tu na myśli całkowitego braku spodni.
Mediolańska para po niedzielnej mszy w katedrze 
przecina powolnym krokiem Piazza del Duomo.
Louis Vuitton i Giorgio Armani mocno przylegają do ich ekskluzywnych ciał.


Po drugie turysta-przechodzień.
Odznacza się szczególnym wyrazem zagubienia na twarzy, torbą ściskaną gorączkowo pod ramieniem w obawie przed jej niespodziewaną utratą oraz pomarszczonym czołem.
Sporadycznie zatrzymuje się, rozpromienia i wykrzykuje:
" O! "


Po trzecie pracownik - wulkan sprawiający wrażenie słonecznej łąki.
Przerwa na papierosa oznacza telefon przepełniony głośnym zirytowanym głosem i energiczną gestykulacją.
Przerwa na nie-papierosa, czyli okres pracy gwarantuje pogodny humor i pełnozębny uśmiech uroczo przyklejony do pyszczka.
 Oj chyba sobie kupię te buty, pan się tak ładnie uśmiecha...


Po czwarte ksiądz - świeżo wyświęcony, śmiejący się na ramionach tłumu, 
lub nieco starszy wolno przechadzający się po katedrze z nieco bardziej zastygniętym uśmiechem.
Katedra nie byle jaka, jedna z największych na świecie,
też bym się śmiała będąc w niej księdzem.


Po piąte bliżej nie określona istota - chyba człowiek.
Nic go nie zdradza, ani wypieszczony garnitur, ani obmacana fotograficzna małpka.
Charakterystycznych cech brak, czas na najprzyjemniejszą część w obserwacji ludzi.
Przypuszczanie.


Po szóste, człowiek przyjezdny zatopiony w bezpiecznym białym szumie komunikacji pozawerbalnej.
Sam przepływa między pociągiem a metrem i metrem a tramwajem.
Chyba zwiedza bo chyba nie jest miejscowy,
a może tylko wyszedł po mleko.
Milcząco ucieka mi z pola widzenia.



Zdjęcia czarnoskórego sprzedawcy rzemyków łapiącego przyjaźnie za rękę nie będzie.
Nie będzie bo się boję.


Tak czy siak Mediolanie, przyznam, że jesteś piękny.
Jesteś na tyle piękny, że kiedyś do Ciebie wrócę. :)


3 komentarze:

  1. O! Mediolan.

    Pięć rzeczy które nasuwają mi wspomnienia z tego miasta:

    1. Zjazdy w jedno miejsce kilku miejscowych, wypucowanych lub nie, radiowozów pod dworcem kolejowym. I nie wolno leżeć na chodniku. (Nioch, Soplica wiśniowa wlana do Tymbarka "japko-wiśnia" konsumowana koło radiowozu smakuje wybornie ^^)

    2. Lampa! Lampa! A potem jeszcze lampa. W międzyczasie lampa. Czyli miliard stopni w plusie.

    3. Raj dla palaczy.

    4. Vietato oltrepassare la linea gialla.

    5. Yo men... have you tablets? ... you know for smoking... no? ... hmm... you wanna weed?

    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miasto na liście: do odwiedzenia na już, jak tylko będzie więcej wolnego czasu, jak tylko będą wolne drobniaki!

    Bardzo ładne streetowe zdjęcia, pokazują kilka godzin w Mediolanie zachęcająco.

    Chcę do Mediolanu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto odwiedzić! Mediolan znajduje się w regionie obfitym w "ciekawe" miasta, można więc zrobić świetną wyprawę objazdową i w krótkim czasie "zaliczyć" wiele ciekawych miejsc. Gorrrąco polecam bo widoki nie do opisania! :)

      Usuń