czwartek, 7 czerwca 2012

nine milion bicycles


" Miasto Como wygląda przygnębiająco. " - tym zdaniem rozpoczyna się w przewodniku opis miejscowości ulokowanej w północnych Włoszech nad jeziorem o tej samej nazwie. W rzeczy samej Como może na pierwszy rzut oka wyglądać niezbyt zachęcająco. Auta wydają się tu zbyt stłoczone, powietrze dusi gardło, witryny sklepowe są za drogie jak na kieszeń przypadkowego turysty, a oczy przechodniów wydają się nie do zniesienia obce.


Uliczki starego miasta zyskują jednak bardzo dużo gdy ma się od nich konkretne oczekiwania.
Po wejściu w kamienny labirynt określiłam je bardzo jasno szukając tylko i wyłącznie rowerów.




Z uśmiechem przyznaję, że Como ani trochę mnie nie zawiodło.


Rzeczy towarzyszące każdego dnia wielu ludziom, w magiczny sposób stają się czasem prywatną własnością niosącą za sobą konkretne informacje i wspomnienia. 
Rowery miejskie są dla mnie właśnie takim indywidualnym nośnikiem dobrego humoru.


Wiadomo, że gdy zacznie się zwracać na coś uwagę zauważa się to wszędzie i bez przerwy. Niezależnie od tego, czy chodzi o jakiś powtarzalny przedmiot, sposób zachowania, ubiór, słowo czy też irytujący dźwięk. Wyłapanie kilku rowerów w moim przypadku nie stanowiło zbyt dużego problemu...



Nie tylko w tym, ale i w innych miastach rowerzyści nieustannie przecinają ulice. Niektórzy z nich pędzą w pośpiechu na zajęcia lub wracają z zakupów, inni przejeżdżając obok zachęcają do przypuszczania skąd jadą i gdzie mogą zmierzać, bo nie jest to na pierwszy rzut oka takie oczywiste. Czasami można też zauważyć jedynie samotny rower i domyślać się gdzie podziewa się jego właściciel.
Historiom nie ma tutaj końca.




 "Przygnębiające" Como okazało się być skarbnicą widoków, które rozpromieniają twarz oraz historii, które trzeba sobie samemu opowiedzieć. Spędziłam w nim kilka uroczych godzin wymyślania najróżniejszych opowieści z rowerem w tytule.




***



Rowerową notkę dedykuję zakochanemu w miejskich dwukołowcach pomysłodawcy nazwy 
" pokus focus", który poza ogromną pomocą przy tworzeniu tego bloga, zainspirował mnie również do stworzenia tego wpisu... :)





1 komentarz:

  1. Widzę że Panna Porzeczka mocno ewoluowała od mojego ostatniego spotkania z jej fotografią. Gratuluje. To moje ulubiona notka. Bardzo podoba mi się różnorodność przedstawienia tego tematu. To właśnie najbardziej lubię w fotografii. Ukazywanie zwykłych rzeczy w sposób niezwykły i pasjonujący.

    OdpowiedzUsuń