środa, 13 czerwca 2012

innamorati

"Miód, chociaż słodki,
nadmiarem słodyczy tłumi apetyt 
i sprowadza mdłości."
William Shakespear



W porównaniu z Mediolanem, Werona ma klimat o wiele bardziej włoski  i zdecydowanie bardziej malowniczy. Turystów wita rzymska arena a do Piazza delle Erbe wiodą klimatyczne wąskie uliczki wciśnięte między kolorowymi kamienicami. Na chodnikach, być może dlatego, że szczególnie zwracałam na to uwagę, widać mnóstwo zakochanych turystycznych par zwiedzających miasto Romea i Julii.
No właśnie.
Turyści...



Do słynnego balkonu, z którego Julia miała wyglądać niegdyś do swego ukochanego nie sposób nie trafić. Tłum przyjezdnych z mapami i aparatami w rękach skręca w jedną bramę, niedaleko Piazza delle Erbe. Dochodzą w ten sposób na niewielki dziedziniec gdzie mieści się ów balkon oraz pomnik Julii.
No i oczywiście sklep z pamiątkami.


Jak wiadomo turyści dzielą się na turystów i Turystów i generalnie rzecz ujmując są turystami.
Posągowa Julia zapewne kiedyś miała na sobie piękną sukienkę, teraz jej ciało pod wpływem wielu tysięcy czułych pieszczot gładko błyszczy. 
Kolejny radosny podróżnik z wypiekami na twarzy robi sobie zdjęcie z dłonią na jej piersi.
Oj, Romeo się w grobie ze złości gotuje.


 Na murach przy balkonie jak okiem sięgnąć widnieją podpisy, serduszka i wyznania dozgonnej miłości pisane piętrowo, jedne na drugich.
 Zakochane pary robią sobie zdjęcia "samostrzały" całując się w dziedzińcu i nie zawsze trafiając na balkon w tle.
Boję się pomyśleć na ilu z nich stanowię to tło, nie będąc przy tym kamienną balustradą.
Boję się pomyśleć o mojej ani trochę nie murowanej minie, która zawiśnie u kogoś nad kominkiem.
No cóż.


Poza wszechobecnymi podpisami na końcu dziedzińca wznosi się ogromna krata obwieszona setkami, a może nawet tysiącami kolorowych kłódek z wypisanymi imionami i datami.
 Wszystko pięknie, wszystko pięknie, ale cały ten miłosny miód zalał mnie od stóp do głów tak dokładnie, że aż zakręciło mi się w głowie.


Nieokreślona liczba serduszek nieco ograniczyła mój apetyt, na szczęście mdłości zostały na Juliowym dziedzińcu. 
Po wyjściu na pobliski plac zaciągnęłam się świeżym powietrzem.
Tłum ludzi skupiony na większym obszarze, sprzedawcy uliczni i rowerzyści jakoś pomogli dojść do siebie.
To smutne, jak masowa turystyka potrafi czasami naruszyć charakterystyczny klimat danego miejsca...



... które samo w sobie jest niesamowicie urokliwe. :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz