piątek, 20 lipca 2012

miasto westchnień

 Kamień na wodzie w kształcie cegieł ułożonych w wielki mur, między nimi drewniane ławki.
W drewnianych ławkach przygarbiony człowiek, który jeszcze nie utonął.


Poza rybnymi przysmakami pokazanymi tutaj Wenecja skrywa w sobie tony kamienia duszące się w kadzidlanym dymie. San Zanipolo otula stopy turysty swymi zimnymi posadzkami.


Popołudniowe światło odbija się od stóp gdy mój obiektyw sympatycznie mruży oczko. 
Patrząc od wejścia na tak ogromną budowlę milknę na chwilę. 


Mam wrażenie, że kościelne rzeźby obserwują każdy mój ruch. 
Sprawdzam czy na pewno nie było nigdzie znaku zakazu fotografowania.
Nie było. Wolno mi.
Nie patrzcie tak na mnie.


Podnoszę głowę, to znów opuszczam. 
Krążę w szumie westchnień ludzi skupionych nad czymś, czego ja nie rozumiem.
I zapach kadzideł, ten cudowny zapach kadzideł...


Niektórzy zmęczeni wypoczywają. 
Mają spokojne twarze, dobrze im się leży i przesiąka chłodem szarego muru.


Może by się tak położyć obok nich? - myślę przez chwilę.
Siadam cicho obok, lecz kłaść się jeszcze nie będę.


Przechodząc obok świeczników wydaje mi się, że słyszę szum ognia. 
Wydaje mi się, bo przecież to niemożliwe gdy ogień stoi uparcie bez ruchu
wbity w metal.


W Wenecji nawet kamienne mury stojące na wodzie przesiąknięte są dziwną ironią


a życie rysuje się na placyku cudów. 







1 komentarz:

  1. Lepiej Ci idzie coś takiego niż ustawiane sesje. Zrezygnuj z nich, a wyjdzie Ci to na dobre. ;)

    OdpowiedzUsuń