niedziela, 15 marca 2015

Cabo da Roca

" Aqui, onde a terra se acaba e o mar começa...
[Here, where the land ends and the sea begins...]"

Luís de Camões, Os Lusíadas



Przy okazji porządkowania dysku przed kolejnym wyjazdem niespodziewanie znalazłam folder z zeszłorocznymi zdjęciami z Portugalii. Od podróży minął prawie rok, jest to więc idealna okazja, żeby w końcu odkopać i pokazać zdjęcia, nie kisząc ich w podfolderach podfolderów głęboko ukrytych przez blondynkę i przed blondynką plików. Chronologia nie jest moją najmocniejszą stroną, pojawią się więc zdjęcia wyrwane  z drugiej połowy ostatniego dnia pobytu. 
Zapraszam Was na krótki spacer po Cabo da Roca. :)



 Cabo da Roca znajduje się około 40 km od Lizbony i jest najdalej wysuniętym na zachód kawałkiem lądu Europejskiego. Pamiętam, że ten fakt zmienił planowanie wyjazdu do Portugalii z ekscytującego na wymarzony. Bardzo długo wierzono, że Cabo da Roca jest miejscem, w którym kończy się świat. Kochając tego typu historyczny a jednocześnie poetycki symbolizm, bez wahania dopisałam wysokie klify do listy rzeczy bez zobaczenia których nie wyjadę z Portugalii. Nigdy.


  Abstrahując od sielankowego opisu cudownego miejsca warto wspomnieć o jednym mało przyjemnym fakcie związanym z Cabo da Roca. Widoczne na zdjęciu barierki próbują powstrzymać ludzi od zbliżenia się do 144 metrowego klifu. Oczywiście nie na wszystkich działając, co widać po wydeptanej po drugiej stronie ścieżce. Takie zrywy niestety nieraz skutkowały kilkoma tragicznymi historiami spadającymi ze skał Jedna z nich miała miejsce niedługo po naszej wizycie. 
Barierki naprawdę mają jakąś funkcję.


 Wracając do tematu, na przylądku byliśmy nie dłużej niż godzinę. W międzyczasie ulewny deszcz płynnie przewijał się z gorącym słońcem zmieniając co chwilę  nie do poznania wygląd końca świata.


Po leniwym spacerze i setnym wypogodzeniu wsiedliśmy w autobus zjeżdżający wybrzeżem w stronę Cascais - portowego miasteczka w okolicach Lizbony.


Dzień rozpoczęty zimnem i deszczem w Sintrze i delikatną nadzieją słonecznej pogody na Cabo da Roca skończył jeden z najpiękniejszych zachodów słońca jakie miałam przyjemność podziwiać. 


 Ach.



Już wracam do pracy kończąc króciutki wirtualny spacer i fotograficzne rozmarzenie malutką plażą w Cascais.
Miłej Niedzieli! :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz